niedziela, 7 lipca 2013

Wystawy kocie i psie cz.1


Byłam dzisiaj na wystawie psów, a dwa tygodnie wcześniej na wystawie kotów. 

Najpierw dzisiejszą wystawę psów wrzucę na ruszt. Wystawa odbyła się na świeżym powietrzu i było strasznie gorąco. Mam nadzieję, że zdjęcia wyszły dobrze. Niestety nie znam wszystkich ras które mam na zdjęciach. 

Zapraszam do oglądania:

Papillon 
Owczarek szwajcarski
Borzoj (Chart rosyjski)
Chart afgański
Cavalier king charles spaniel
Charcik włoski
Owczarek niemiecki
Biszon kędzierzawy
Pudel
Rosyjski toy
Terier szkocki 
Owczarek podhalański
Dog niemiecki
Chow chow
Berneński pies pasterski


Następne są pieski, których ras nie rozpoznaję, a nie chcę wprowadzać w błąd:
(Uzupełniam wpis, bo wiem już jakie to rasy. Bardzo dziękuję za pomoc :) ) 
Jamnik krótkowłosy w ubarwieniu blue merle
Shih Tzu
Welsh Corgi Pembroke

Który z piesków podoba Wam się najbardziej? 

Następnym razem zdjęcia z wystawy kotów i trochę informacji (na kotach znam się trochę lepiej) :)

piątek, 15 marca 2013

Książki, które mnie wciągnęły


Ze względu na zbliżającą się premierę ostatniej książki z serii, która bardzo mnie wciągnęła, postanowiłam Wam o niej napisać.

Saga nazywa się "Siedem Królestw" i nie ma nic wspólnego z sagą "Pieśni Lodu i Ognia". Liczy sobie (łącznie z premierową) cztery tomy:

- Król Demon. Siedem Królestw - Księga I
- Wygnana królowa. Siedem Królestw - Księga II
- Tron Szarych Wilków. Siedem Królestw - Księga III
- Karmazynowa korona. Siedem Królestw - Księga IV

Seria opowiada o księżniczce Raisie i herszcie gangu Hanie. Osadzona jest w fikcyjnym, fantastycznym świecie, gdzie rodzą się ludzie z nadprzyrodzonymi mocami, czyli czarownicy (miotacze uroków). Nie chcę zdradzać fabuły, wiec nie napiszę nic więcej na jej temat.

Książki czytało mi się bardzo lekko i z niecierpliwością czekam na premierę ostatniej części. Bardzo lubię takie klimaty fantasy (science-fiction już dużo mniej) i polecam tą serię każdemu fanowi fantasy, ale także innym czytaczom książek, bo myślę, że każdy może znaleźć w niej coś dla siebie :)

Mnie historia mocno pochłonęła, bo książka bardzo fajnie "odrywa" od rzeczywistości. Nie mogę się doczekać, kiedy będę miała w łapkach "Karmazynową koronę", chociaż szkoda, że to już ostatnia część. Ale...

Autorka zaczęła już pracę nad następną serią i pierwsza część już została wydana przez to samo wydawnictwo. Jeszcze nie miałam jej przed oczami, ale zamierzam się jej przyjrzeć, gdy skończę podróż po "Siedmiu Królestwach"

czwartek, 14 lutego 2013

Walentynkowe czekoladki


Dzisiaj napiszę troszkę o japońskim zwyczaju wręczania "nama chocolates" (czekoladek) w walentynki.

W Japonii walentynki są także dniem czekolady i dlatego zamiast kartek czy innych rzeczy wręcza się "nama choco", czyli czekoladki, najlepiej zrobione samodzielnie. Nie chodzi tu o zrobienie prawdziwej czekolady, ale o zrobienie własnoręcznie takich "trufli" czekoladowych. W tym dniu czekoladki (zapakowane w specjalne pudełeczka lub woreczki) wręczają wyłącznie dziewczyny (kobiety) i to nie tylko swoim sympatiom, ale także kolegom, z którymi w jakiś sposób są związane (np. kolegom w pracy). 
Te wręczane kolegom nazywają się "giri choko"* i są wręczane poniekąd z obowiązku. Są też czekoladki, które wręcza się swoim przyjaciołom (niezależnie jakiej płci) i na te mówi się "tomo choko"*. Natomiast te, które daje się swojej sympatii to "honmei choko"*. 


Anime: Fruits Basket

Ja, będąc fanką anime, zawsze chciałam spróbować takich czekoladek. Dlatego, gdy na youtube w moich subskrybowanych kanałach pojawił się filmik z przepisem postanowiłam takie zrobić (http://www.youtube.com/watch?v=wpXEA-XkTew).

Do zrobienia jednej porcji nama choco bedą potrzebne:

- czekolada 100g (może być mleczna, może być gorzka, mogą być obydwie),
- 4-6 łyżek śmietany 30%,
- łyżka masła (koniecznie musi to być masło),
- dodatki (np. kakao do posypania, orzechy, inne posypki),
- silikonowe foremki albo nieduża blaszka wyłożona folią spożywczą.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, ponieważ jest bardzo male ryzyko przypalenia. Ja miałam mały problem, bo miska się topiła w garnku i musiałam rozpuścić czekoladę na parze - na garnek położyłam taką kratkę, a na nią miskę z czekoladą. Następnie stopniowo dodajemy śmietanę, ja dodawałam po 2 łyżki, mieszałam do połączenia i następne 2 łyżki. Na koniec dokładamy łyżkę masła i masa czekoladowa gotowa (w tym momencie można jeszcze dolać 1-2 łyżki jakiegoś mocnego alkoholu). Zrobiłam dwie masy - jedną z alkoholem, a drugą bez. Do niektórych foremek na dno wsypałam posypkę cukrową, a do innych orzechy włoskie i zalałam masą czekoladową. Wstawiłam do lodówki i chłodziły się całą noc. Dzisiaj wyjęłam je z foremek i wyłożyłam na wafelki. 

I wyszło to tak:


Czekoladki z posypką i orzechami

Są całkiem smaczne :) Polecam do zrobienia.

*Giri - obowiązek
  Tomodachi - przyjaciel
  Honmei - ulubiony

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Quilling - sprzęt


Zgodnie z zapowiedzią, dzisiaj pokażę mój zestaw do quillingu.

Podstawową rzeczą, bez której nie było by co zwijać są papierowe paski. Paski można wycinać samemu, ale do tego najlepiej mieć gilotynę. Ja takowej nie posiadam, dlatego kupuję gotowe paski. Nie są one aż takie drogie i na razie tak mi wygodnie, więc w najbliższym czasie nie zamierzam kupować gilotyny.

Paski do quillingu

Drugą podstawową rzeczą jest narzędzie do zwijania. Na początku używałam zwykłej wsuwki do włosów, a potem kupiłam sobie zwijaczkę. Była w zestawie dla początkujących razem z zestawem pasków i miarką. Ja mam najzwyklejszą, z jedną końcówką, bo są też z dwoma.

Wsuwka i zwijaczka

Do pełni szczęścia potrzeba jeszcze tylko dobrego kleju i można zacząć zwijanie i wytwarzanie ozdób czy prezentów. 
Mam jeden zwykły klej w sztyfcie (był pomocny przy robieniu eksplodujących pudełek), klej do quillingowania (ja go tak nazywam, bo na prawdę świetnie się sprawdza - po wyschnięciu jest przezroczysty) i klej z brokatem do ozdabiania (przyjaciółka mi go poleciła i rzeczywiście jest dużo lepszy od sypkiego brokatu, bo nie odpada).

Klej do quillingowania, klej w sztyfcie i klej z brokatem

Mając powyższe rzeczy tj. paski, zwijaczkę i klej można z powodzeniem zająć się tworzeniem zwijasków. Ja chciałam robić trochę lepiej i sprawniej, więc dokupiłam sobie parę rzeczy. 

Po kilku zrobionych ozdobach stwierdziłam, że bardzo ciężko utrzymać konkretny rozmiar zwijasków i przez to dużo ciężej było wytworzyć konkretny wzór, który sobie umyśliłam. Postanowiłam kupić miarkę do zwijasków.

Miarka do zwijasków

Następnymi przydatnymi gadżetami okazały się pęsety. Całkiem przypadkiem udało mi się kupić dwie w pakiecie. Jedna jest normalna, a druga odwrotna. Są świetne, bardzo pomagają mi przy robieniu zwijasków. 
Do usprawnienia pracy przydają się też nożyczki, np. kiedy chcemy przyciąć zwijaska.

Nożyczki i pęsety

Ostatnią rzeczą i najmniej niezbędną jest grzebień. Dzięki niemu można robić bardzo fajne listki i nie tylko. Ja nie musiałam kupować grzebienia, pożyczyłam od naszych kotów :) Swoją drogą - bardzo dobrze wyczesuje sierść długowłosej kotce, a kosztował grosze, polecam właścicielom długowłosych kotów :)

Grzebień dla kotów z obrotowymi zębami

W moim zestawie quillingowym znajdują się jeszcze ozdoby, czyli naklejki - kryształki i różne tasiemki. 

Naklejki - kryształki

Mam też pudełeczko z zrobionymi już zwijaskami. Na razie nie mam na nie pomysłu i czekają na lepsze czasy.

Zwijaski

Na koniec dzisiejsze rzeczy jakie udało mi się zrobić. Będą ozdabiały winietki i zawieszki na weselu.

Gołąbek i wsuwka dla porównania wielkości
Serduszka

Następnym razem pokażę jak wykonać podstawowe zwijaski.
W razie pytań - piszcie śmiało w komentarzach, postaram się odpowiedzieć najszybciej jak będę mogła.

czwartek, 24 stycznia 2013

Quilling


Dzisiaj będzie o quillingu, czyli o sztuce zwijania papieru :)

Dzisiaj pokażę parę wykonanych przeze mnie prac, a następnym razem mój sprzęt jaki udało mi się zebrać do quillongowania. 
Od razu przepraszam za jakość zdjęć, niestety nie mam aparatu fotograficznego i zdjęcia robię telefonem, a także moje umiejętności robienia zdjęć pozostawiają wiele do życzenia.

Jako pierwsze pokazuję kartki na dzień Babci i Dziadka


Dziadkowie byli bardzo zadowoleni i nie mogli uwierzyć, że ozdoby są z papieru :)

Następne będą rzeczy które robiłam na Święta. Wiem, wiem, trochę późno je dodaję, ale lepiej późno niż wcale :) Przydadzą się w przyszłym roku.




Jest to eksplodujące pudełko, niestety nie mam zdjęcia zamkniętego. Akurat to pudełko było prezentem dla mamy. Zrobię zdjęcie złożonego jak będę u rodziców i dorzucę.

Zrobiłam jeszcze parę ozdób choinkowych.





















Wiem, że nie są idealne, ale dopiero zaczynam :) 

Quilling bardzo wciąga, mogę siedzieć zwijając paski godzinami i wymyślać nowe rzeczy, bo ograniczeniem jest tylko wyobraźnia.


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Początki


Na początku, witam wszystkich, którzy weszli na mojego bloga.

Niektórzy są być może ciekawi, co mnie skłoniło do jego założenia i czemu taka nazwa. Od razu w pierwszym wpisie zaspokoję Waszą ciekawość.

W takim razie najpierw napiszę skąd pomysł blogowania. Podchwyciłam ten pomysł (chociaż już wcześniej o tym myślałam, ale jakoś nie doszło to do skutku) od przyjaciółki, która też niedawno zaczęła blogować i mi się spodobało. I to w sumie tyle.

Z nazwą jest już gorzej, bo wiąże się z nią pewna historia.
Dawno, dawno temu… No dobra, nie aż tak dawno – 10 lat temu dostałam nowe biurko, a w tym biuru była szuflada. Do tej szuflady można było zmieścić nieprawdopodobną ilość rzeczy, choć była stosunkowo niewielka. Można było w niej znaleźć prawie wszystko (oprócz jedzenia) – długopisy, kartki, kredki, spinacze, zszywacz i zszywki, dziurkacz, taśmy klejące, śrubokręt, jakieś podstawowe kosmetyki typu pomadka czy krem, nitka i igła, mulina i wiele, wiele innych rzeczy. Gdy czegoś potrzebowałam to, to zawsze tam było i nie trzeba było długo tego szukać. I tak powstała „wszystkoposiadająca szuflada” i tak na nią mówiłam w domu.

W momencie, gdy postanowiłam założyć tego bloga, wiedziałam, że jego nazwa będzie nawiązywała do owej szuflady. A to dlatego, że na tym blogu będzie można znaleźć wpisy z wielu dziedzin, nie jakiejś jednej konkretnej.

W związku z tym, że mam kilka zainteresowań, nie mogłam się zdecydować które wybrać, więc wybrałam wszystkie :) 
W skrócie – będziecie mogli tu znaleźć wpisy:
- o Japonii i anime (a także moich postępach w nauce japońskiego),
- o kotach – mamy dwa, a co (o innych zwierzętach też),
- o gotowaniu,
- o różnych robótkach, typu wyszywanie, quilling, itp.
- o innych rzeczach które akurat wpadną mi do głowy, albo znajdę jakieś ciekawe informacje.

Mam nadzieję, że zaspokoiłam trochę Waszą ciekawość i chociaż trochę zachęciłam do odwiedzania mojego bloga.